19/04/2026
Zanim wytniesz kolejne pięć hektarów lasu pod nowe osiedle, sprawdź, ile mieszkań w tym samym mieście stoi pustych od dekady.
Polska ma od 1,5 do 1,8 miliona pustostanów mieszkalnych — bloki z epoki Gierka z niezamieszkałymi klatkami, kamienice po reprywatyzacji z pustymi piętrami, osiedla z lat dziewięćdziesiątych z mieszkaniami zamkniętymi od lat w oczekiwaniu na wzrost cen. Stoją z zaklejonymi skrzynkami pocztowymi, zarastają chwastem w piwnicach i niszczą się — podczas gdy trzy kilometry dalej deweloper składa wniosek o wycinkę lasu pod nowe osiedle stu dwudziestu mieszkań.
Każdy hektar lasu zamieniony pod zabudowę to zerwanie sieci mikoryzowej, która tworzyła się przez sto lat. To magazyn czterech tysięcy ton dwutlenku węgla, który wraca do atmosfery w ciągu kilku dni rozbiórki. To korytarz ekologiczny między płatami lasu, przez który przepływają łosie, dziki i dzięcioły — przerywany na stałe przez asfalt i ogrodzenie dewelopera.
Rewitalizacja starego budynku kosztuje więcej niż budowa na surowym korzeniu — to fakt, który deweloper wymawia za każdym razem, kiedy składa wniosek na skraj lasu. Ale stary budynek stoi w gotowej tkance miejskiej: szkoły, przystanki, sieci kanalizacyjne, gazowe, energetyczne — wszystko opłacone przez poprzednie pokolenie. Nowe osiedle w lesie potrzebuje drogi, transformatora, przedszkola, kanalizacji i linii autobusowej. Koszty, które ponosi gmina i Skarb Państwa, nie deweloper, który sprzedaje mieszkania i wyjeżdża.
Unia Europejska w strategii odbudowy bioróżnorodności do 2030 roku uznaje siedliska leśne i łąkowe za priorytetowe dla sekwestracji węgla. Polska traci rocznie ponad pięć tysięcy hektarów lasów i terenów zielonych pod zabudowę — i ma jedne z najwyższych wskaźników mieszkań pustych w stosunku do populacji w Europie Środkowej.
Argumentu nie ma: nie musimy wybierać między mieszkaniami a lasem. Wystarczy spojrzeć na to, co stoi puste, zanim spojrzymy na to, co rośnie.