02/09/2026
Colosseo nie płonie! 🤪
Koloseum strefą czerwoną, czyli nie taki diabeł straszny jak go media malują
Zaczęło się od nagłówków. „KOLOSEUM STREFĄ CZERWONĄ!” Portale krzyczały takim tonem, jakby lada moment przez Forum Romanum miały przejechać czołgi, a Łuk Konstantyna miał zostać obłożony workami z piaskiem. Człowiek czytał to i mimowolnie sprawdzał, czy przypadkiem nie odwołano mu lotu.
Pozwólcie wiec, że powiemy od razu, na samym początku: Koloseum ma się dobrze. Jest otwarte, stoi tam gdzie stało, czyli w tym samym miejscu od prawie dwóch tysięcy lat. Via dei Fori Imperiali nie zamieniła się w linię frontu, a na Colle Oppio nadal można usiąść pod pinią i gapić się na amfiteatr Flawiuszów.
Ale coś się rzeczywiście zmieniło.
Zacznijmy od faktów, bo reszta to już będzie nasza opowieść. Rozporządzenie podpisał prefekt Rzymu Lamberto Giannini 24 sierpnia 2026 roku, na wniosek Questury. Ma obowiązywać cztery miesiące, do 24 grudnia, czyli dokładnie do Wigilii. Obejmuje Koloseum, Fora Imperialne i Colle Oppio, a granice tego pasa ciągną się od Piazza Venezia i Kapitolu, przez Łuk Konstantyna, aż po Via Merulana i kawałek Eskwilinu.
„Czerwona strefa” nie oznacza, że ktoś zamyka miasto. Nie ma szlabanów, nie ma kontroli paszportowej. Chodzi o obszar wzmocnionej kontroli, na którym można zakazać obecności osobom uznanym za niebezpieczne lub notowanym, a prefekt może nakazać im opuszczenie terenu. Do tego dochodzi to, co widać gołym okiem: więcej patroli, częstsze kontrole, więcej policji, karabinierów i wojska.
Jeśli więc idziecie pod Koloseum z dzieckiem, aparatem i kanapką owiniętą w folię, idźcie spokojnie. Nikt Was nie wyprowadzi poza Mury Aureliana. To nie ten rodzaj czerwonej strefy. To strefa, w której ktoś wreszcie postanowił pilnować salonu trochę uważniej.
Problem narastał od miesięcy: kradzieże, bójki, handel narkotykami, grupy bardzo młodych ludzi robiące awantury w najbardziej reprezentacyjnym miejscu miasta. Ale kroplą, która przelała czarę, był wieczór 1 lipca. Nie był to zamach, nie była to wojna gangów o terytorium. Była to impreza urodzinowa dwudziestojednolatka na Largo Gaetana Agnesi, tym maleńkim tarasiku, który wychodzi wprost na amfiteatr, w trakcie której odpalono cztery baterie fajerwerków, a gdy zjawiła się policja miejska, tłum ją otoczył i dwóch funkcjonariuszy zostało rannych. Około czterdziestu osób, przewrócone stoły w restauracjach, turyści w popłochu chowający się do lokali.
Solenizant, dwudziestojednoletni obywatel Egiptu, miał przy sobie pozwolenie na pobyt, które było już nieważne. Rai News zwracał też uwagę na rzecz sprytną i cyniczną zarazem: fajerwerki bywają tu odpalane nie tylko dla zabawy, ale i po to, by odwrócić uwagę ofiar od znikającego portfela. Stary trik iluzjonisty: patrz na prawą rękę, a lewa robi swoje.
Ktoś mógłby zapytać: przecież tam już są kamery, wojsko, radiowozy. Zgadza się. Pod Koloseum od dawna stacjonują żołnierze w ramach operacji „Strade Sicure”, „Bezpieczne ulice”, którzy pilnują wrażliwych i tłumnych punktów miasta. Są kamery, są słynne „pilomaty” chroniące okolice Świętego Piotra, są akcje „wysokiego uderzenia”. A jednak, jak sucho zauważa sam prefekt, to nie wystarcza.
W rozporządzeniu pojawia się wątek, który nas osobiście rozbawił swoją logiką. Wśród czynników branych pod uwagę wymieniono nową stację metra C przy Koloseum, otwartą niedawno i łączącą to miejsce z rozległymi obszarami wschodniego Rzymu. Metro trafiło do akt jako „okoliczność”. Oczywiście metro nie produkuje przestępców. Metro wozi ludzi. Ale ludzie bywają bardzo, bardzo różni.
Warto też dodać dla równowagi, że Rzym nie jest w tym osamotniony i że to żaden ewenement. Ten sam mechanizm zastosowano już w Mediolanie, Neapolu, Florencji i Bolonii. A w Rzymie przy okazji potwierdzono i rozszerzono strefy na Eskwilinie i w San Lorenzo, jednocześnie znosząc wcześniejszą w rejonie Valle Aurelia–Cornelia. To nie histeria. To administracyjna rutyna.
Dla turystów nic się nie zmienia. Nie musicie zmieniać planów. Róbcie tylko to, co powinno się robić w każdym zatłoczonym miejscu na świecie: pilnujcie telefonu, portfela, plecaka i zachowajcie zdrowy dystans wobec ludzi, którzy w ścisku metra nagle stają się wobec Was podejrzanie serdeczni.
Pozostaje jedynie pytanie: czy fakt, że w najbardziej reprezentacyjnym zakątku jednego z najsłynniejszych miast świata trzeba tworzyć „strefę wzmocnionej ochrony”, powinien nas uspokajać, bo państwo jednak reaguje, czy raczej niepokoić, bo problem urósł na tyle, że zwykłe środki uznano za zbyt słabe?
Chyba i to, i to. Najgłupsze byłoby popadanie w skrajności. Pierwsza mówi: „Rzym jest niebezpieczny, nie jedźcie”. Druga: „Nic się nie dzieje, media zmyślają”. Otóż dzieje się. Prefekt podpisuje czteromiesięczne rozporządzenie. To nie jest wymysł internetu. Ale jednocześnie centrum żyje najnormalniej w świecie, zabytki są otwarte, a turyści siedzą na Colle Oppio i pstrykają Koloseum.
Rzym nie płonie. Jedynie bardziej się pilnuje.
Jeśli lubicie te opowieści, możecie postawić nam wirtualną kawę przez buycoffee:
buycoffee.to/zagubieni-w-rzymie
To właśnie dzięki Wam „Zagubieni w Rzymie” mogą dalej włóczyć się po mieście i wracać do Was z takimi historiami.
A jeśli macie ochotę na coś więcej niż jeden post, zajrzyjcie do naszego sklepu z e-bookami:
sklep.zagubieniwrzymie.pl
Znajdziecie tam przewodniki, po lekturze których jeszcze mocniej pokochacie Rzym. Szczególnie polecamy Wielki Pakiet Zagubionych. To wszystkie nasze dotychczasowe tytuły w jednym, w cenie, która naprawdę się opłaca. Taniej już tylko urodzić się Rzymianinem. 😜