12/08/2026
Ostatnio zatrzymał mnie pewien post na lejdis.owo.
I pomyślałam sobie: oby mi nigdy nie przeszło... bo od zawsze zachwycam się Polską. światem.
I od zawsze wołam:
Patrz, kombajn!
Zobacz, jakie baloty!
Patrz, krowa!
Czujesz? Pachnie deszczem.
Czasem myślę, że trochę dziwaczeję. A może po prostu świat jeszcze mi nie spowszedniał.
Kocham chodzić w pola. A od kilku lat mam swojego przewodnika po zbożach, ziemi i wszystkim, co naprawdę ma tam znaczenie. Więc z największa przyjemnością słucham.
Że zboże w tym roku dojrzewa za szybko.
Że deszczu było za mało.
Że przyszła choroba.
Że trzeba jeszcze poczekać.
Że czasem wszystko zależy od jednego deszczu.
I chyba dlatego dzisiaj patrzę na pola inaczej. Bo wiem już, że za tym złotem, którym tak łatwo się zachwycić, jest dużo więcej. Praca. Czekanie. Niepewność. I to ciągłe spoglądanie w niebo.
A potem zrywam kłos.
Rozkruszam go w palcach.
Wącham.
I zawsze przychodzi wzruszenie.
Bo w tym jednym pokruszonym kłosie czuję każdy promień słońca, który go ogrzewał. Każdą kroplę deszczu, która spadła wtedy, kiedy była potrzebna. Ziemię. Czas. Pracę ludzkich rąk.
I odnajduję Boga.
Właśnie tam.
I w tym wzruszeniu nad czymś tak z pozoru zwyczajnym.
Kilka kłosów zabieram ze sobą. W domu plotę z nich wianek i wieszam go na drzwiach Różanego Dworku.
A może właśnie taki jest sierpień?
Zboże na polach. Baloty. Kombajny pracujące do wieczora. Zapach ziemi po deszczu.
Pachnące jagodzianki na stole.
Ogród, w którym robi się cicho.
Ciepłe światło lampy naftowej.
Książka czytana jeszcze chwilę, choć właściwie już nic nie trzeba.
Na taki sierpień czekamy z Wami.
Nie na wielkie rzeczy.
Na te małe, przy których człowiek nagle przypomina sobie, że przecież nadal umie się zachwycić.
Oby Polska nigdy nam nie spowszedniała.
Oby świat nigdy nam nie spowszedniał.
I przede wszystkim - oby nam się nigdy nie przestało chcieć.
❤️ 🌹❤️