23/07/2026
Nadmorskie lasy między Ustką a Rowami kryją tajemnice, o których rzadko wspominają zwykłe przewodniki turystyczne.
Najlepiej wie o tym Kalinka, gospodyni o wielkim sercu i niespokojnym duchu, która od lat prowadziła Willę Świerkową w Dębinie. Jej dom, pachnący żywicą i drożdżowym ciastem z jagodami, był dla wędrowców oazą spokoju, ale też miejscem, gdzie wieczorami ożywały stare bałtyckie legendy.
Pewnego wietrznego, lipcowego popołudnia, gdy sztorm zaczynał głośno uderzać o pobliski klif, na tarasie Willi Świerkowej zebrali się goście. Kalinka, dolewając im gorącej herbaty z lipy, spojrzała przez okno w stronę morza i uśmiechnęła się tajemniczo.– Słyszycie ten huk? – zapytała, cisząc głos. – To nie tylko fale. To morze uderza o zatopione głazy w Poddabiu. Niektórzy myślą, że to zwykłe kamienie, ale ja znam prawdziwą historię. Goście przysunęli się bliżej płomienia sauny, a Kalinka zaczęła swoją opowieść.
Dawno temu, w miejscu dzisiejszego Poddąbia wznosiła się potężna, pogańska świątynia otoczona gęstym, świętym lasem. Ludzie żyli tam w zgodzie z naturą, ukryci przed światem na wysokim brzegu. Gdy na Pomorze zaczęli przybywać nowi misjonarze, dawni bogowie postanowili ukryć swoje najcenniejsze skarby i ołtarze. Zamienili je w potężne, granitowe głazy i zrzucili z klifu wprost w odmęty Bałtyku, tuż przy brzegu.– Legenda mówi – kontynuowała Kalinka, poprawiając wzorzystą chustę na ramionach – że te głazy do dziś tętnią dawną magią. Kiedy morze jest spokojne, można je dostrzec tuż pod powierzchnią wody, jak wielkie, uśpione wieloryby. Ale biada żeglarzom, którzy podpłyną zbyt blisko podczas sztormu. Kamienie, zazdrosne o swoje tajemnice, potrafią roztrzaskać każdy okręt, który nie szanuje potęgi morza.Jeden z gości zapytał, czy to prawda, że pod wodą słychać czasem dzwony. Kalinka pokiwała głową z powagą.– Ci, którzy spacerują plażą z Dębiny do Poddawia o świcie, przysięgają, że szum fal układa się w przedziwną pieśń. Mówi się, że zatopione głazy strzegą wejścia do podwodnego królestwa. Kto dotknie ich dłonią podczas letniego przesilenia, ten zyska wieczny spokój i zrozumie mowę wiatru. Gdy skończyła mówić, w salonie Willi Świerkowej zapadła cisza, przerywana jedynie trzaskaniem drewna w palenisku sauny i odległym, potężnym dudnieniem fal. Goście Kalinki wiedzieli już, że następnego ranka, niezależnie od pogody, ich ścieżki poprowadzą wzdłuż klifu w stronę Poddąbia, by na własne oczy poszukać śladów zaklętej w kamieniu przeszłości.