17/09/2026
... chciałam pomóc. W zamian zawiodła zarówno mnie, osobę od której adoptowała Kajko jak i psa, z którym żyła 7 miesięcy... Mam nadzieję, że w przyszłości nie podejmie już Pani decyzji o posiadaniu zwierzęcia, jeśli nie będzie Pani gotowa ponieść odpowiedzialności również wtedy, kiedy pojawią się problemy...
Kajko to pies, który został adoptowany od mojej znajomej około 7 miesięcy temu. Problemy z jego zachowaniem nie pojawiły się nagle trwały już od dłuższego czasu i obejmowały m.in. ataki na domowników. Przez cały ten czas przebywał wyłącznie w domu i na posesji. Nie miał zapewnionej odpowiedniej socjalizacji ani dalszej pracy nad zachowaniem... Zostałam poproszona o pomoc, właścicielka czekala na termin konsultacji. W pewnym momencie dotychczasowi opiekunowie podjęli decyzję o zwrocie psa argumentując to zagrożeniem dla swojego zdrowia. W tej sytuacji konsultacja behawioralna, o którą wcześniej pytano przestała mieć sens. Wtedy, wspólnie z dotychczasową opiekunką oraz osobą, która wcześniej wydała psa do adopcji, ustaliłyśmy konkretne rozwiązanie: pies miał zostać przyjęty do mojego hotelu w trybie pilnym, dotychczasowa opiekunka miała zabezpieczyć finansowo jego pobyt, a po okresie obserwacji i pracy z psem miała zostać podjęta decyzja, czy będzie kierowany do adopcji, czy wróci do osoby, która wydała go do adopcji. Ze względu na pilność sytuacji i dobro psa zgodziłam się nawet na ponad 50% rabatu za pobyt szkoleniowy...
Pojawił się również problem z transportem. Zorganizowałam możliwość przewiezienia psa, ostatecznie opiekunka skorzystała z innego transportu i pies trafił do mnie do hotelu zgodnie z ustaleniami.
Na miejscu miała pojawić się również jego opiekunka oraz osoba, od której pies został adoptowany. Dotychczasowa opiekunka jednak się nie pojawiła. Kiedy zapytałam później o sposób rozliczenia pobytu, otrzymałam informację, że rozwiązała umowę adopcyjną. Jako podstawę wskazała dokument przekazany wraz z psem, podpisany wyłącznie przez nią, w którym zrzeka się psa. Jednocześnie zostałam skierowana do osoby, od której pies został adoptowany.
Ustalenia, które jeszcze chwilę wcześniej zakładały wspólne zabezpieczenie psa i odpowiedzialność za jego dalszy los, przestały obowiązywać.
Moja praca ze zwierzętami zaczęła się właśnie od ich ratowania. Od ponad 7 lat regularnie spotykam się z sytuacjami, w których ktoś próbuje przerzucić na mnie odpowiedzialność za swoje decyzje,emocje, czy zwierzę, wykorzystując moją empatię i świadomość, że ostatecznie nie zostawię psa bez pomocy. Ale w takiej sytuacji znalazłam się po raz pierwszy. Trudno mi zrozumieć, dlaczego po 7 miesiącach wspólnego życia z psem, po podjęciu decyzji o jego zwrocie i po zadeklarowaniu zaangażowania w jego dalszy los, jego opiekunka zdecydowała się postąpić w ten sposób zarówno wobec niego, jak i wobec mnie-osoby, która poznała psa w momencie gdy przyjechał do nas... Można było od początku uczciwie powiedzieć, że nie jest w stanie dalej się nim zajmować. Można było wspólnie ustalić rozwiązanie i się go trzymać. Zamiast tego pies został u mnie, a odpowiedzialność za jego dalszy los i koszty została pozostawiona innym osobom. Nie ma mojej zgody na takie przerzucanie odpowiedzialności. Przyjęłam tego psa, żeby mu pomóc nie po to, żeby ktoś mógł w ten sposób uwolnić się od konsekwencji własnych decyzji.
Teraz najważniejsze jest jednak to, żeby tych konsekwencji nie poniósł pies...
Mogłam odmówić dalszej opieki i zgłosić sprawę odpowiednim służbom. Nie zrobiłam tego, ponieważ pies był już w trudnej sytuacji i nie chciałam narażać go na kolejną zmianę miejsca. Sprawę analizuje prawnik.
Kajko będzie miał zapewnioną opiekę, pracę nad zachowaniem i czas potrzebny na znalezienie odpowiedzialnego rozwiązania. Koszty jego dalszego pobytu, utrzymania i pracy z nim trzeba jednak pokryć. Osoba, od której pies został pierwotnie adoptowany, zorganizuje zbiórkę na ten cel, link zostawiam dla tych którzy chcą pomóc.
Zbiórka dla Kajko "demona"...⬇️
https://zrzutka.pl/eu39ex?utm_medium=social&utm_source=messenger&utm_campaign=sharing_button