17/06/2026
Kamienica nie do zdarcia. Sekrety Hotelu Wawel
Gdy mieszka się pod Wawelem przez kilkaset lat, potrafi się rozpoznać budynek po sposobie skrzypienia schodów.
Dziś Smok opowie Wam o budynku, który skrzypi historią. Wznosi się przy ulicy Poselskiej 22. Znacie go jako Hotel Wawel.
Zanim pojawili się turyści z walizkami na kółkach i śniadania w formie bufetu, miejsce to przeżyło tyle sporo przygód. A wszystko zaczęło się bardzo dawno temu.
W XVI wieku stał tutaj Dwór Ossolińskich. Były to czasy, gdy Kraków był jeszcze królewską stolicą, a Wawel pełen był monarchów, dworzan, polityków i intrygantów. Dwór Ossolińskich należał do ważnych i wpływowych ludzi. Niestety jego historia zakończyła się dość gwałtownie. W 1648 roku budynek spłonął.
Muszę przyznać, że przez wieki zawsze dziwiło mnie, jak łatwo paliły się dawne miasta. Wystarczył kominek, świeca, iskra, sąsiad z pomysłem albo sąsiad bez pomysłu i pół ulicy znikało z powierzchni ziemi.
Kilkadziesiąt lat później, w 1692 roku, na tej samej parceli powstał nowy budynek. Tym razem zamieszkali tu duchowni związani z krakowską kapitułą katedralną. Ulica Poselska nie przypominała jeszcze współczesnej trasy spacerowej.
Nie było tłumów turystów. Było znacznie ciszej. Przynajmniej według ludzkich standardów. Bo ja z Wawelu słyszałem wszystko.
Prawdziwa rewolucja nastąpiła na początku XIX wieku. Budynek kupiły Agnieszka Rzepecka i Marianna Jerzmanowska. Zamiast pozostawić starą kamienicę samą sobie, przeprowadziły gruntowną przebudowę i stworzyły zajazd o niezwykle efektownej nazwie:
„Pod Czarnym Orłem”.
W czasach, gdy podróż z Warszawy do Krakowa była przedsięwzięciem porównywalnym z wyprawą na koniec świata, takie zajazdy miały ogromne znaczenie. Tutaj można było odpocząć, zjeść, napoić konie, przespać się i ruszyć dalej. Był to dawny odpowiednik hotelu, restauracji i stacji benzynowej.
Niestety historia znów postanowiła przypomnieć o swojej ulubionej rozrywce: o ogniu.
W roku 1850 Kraków nawiedził jeden z największych pożarów w swojej historii. Płomienie strawiły znaczną część miasta. Mieszkańcy uciekali, kamienice płonęły, walczono o ratowanie dobytku. I oczywiście ucierpiał także zajazd „Pod Czarnym Orłem”.
W 1862 roku Katarzyna Romerowa odbudowała budynek. I nadała mu nową nazwę:
„Hotel Narodowy”.
Patriotycznie. I bardzo odpowiednio dla miasta, które w czasach zaborów coraz mocniej pielęgnowało swoją polskość. To z tamtych czasów pochodzą elementy, które można podziwiać do dziś.
Warto zwrócić uwagę na elegancki szklany daszek przy wejściu oraz schody z żelazną balustradą.
To drobiazgi, ale właśnie takie drobiazgi sprawiają, że stary budynek ma to coś.
Potem przyszło XX stulecie. Miało wyjątkowy talent do komplikowania ludziom życia. Dwie wojny światowe. Zmiany granic. Kryzysy, rewolucje, nowe ustroje.
W 1945 roku hotel został znacjonalizowany. Przeszedł pod zarząd państwa. Później trafił do miejskich struktur hotelarskich, a następnie do przedsiębiorstwa turystycznego Wawel-Tourist.
Były to czasy, kiedy większość hoteli w Polsce wyglądała podobnie. Czasami miałem wrażenie, że jeden architekt projektował wszystko od Szczecina po Przemyśl.
Na szczęście historia tego miejsca nie zakończyła się na epoce obowiązkowych meblościanek. W 1995 roku budynek został sprywatyzowany. Nowi właściciele mieli prosty pomysł: stworzyć hotel, który będzie miał charakter.
Rozpoczęły się remonty, modernizacje, przebudowy, adaptacja poddasza. Powstały nowe pokoje. Od strony dziedzińca pojawiła się oranżeria. Później strefa wellness: whirlpool bath, łaźnia parowa.
Do tego sala konferencyjna.
Bardzo lubię ten budynek. Jest prawdziwie krakowski. Przetrwał pożary, zmiany właścicieli, zabory, wojny, komunizm i współczesne remonty. Zasłużył na odrobinę smoczego szacunku. A Smok szacunkiem nie szasta na lewo i prawo. 🤪
Jeśli lubicie takie historie o mniej znanych zakątkach Krakowa, możecie postawić Smokowi symboliczną kawę:
buycoffee.to/smokwielepiej
Dzięki temu mogę dalej siedzieć pod Wawelem, grzebać w starych kronikach, wyszukiwać zapomniane ciekawostki i opowiadać Wam historie, których próżno szukać w zwykłych przewodnikach.
Każde wsparcie pomaga rozwijać blog „Smok Wie Lepiej” i sprawia, że kolejne smocze opowieści mogą regularnie trafiać na Wasze ekrany. Dziękuję!
Foto: Maatex, na licencji CC BY-SA 3.0 (źródło Wikipedia Commons).