05/08/2026
📌 ULICA KOŚCIELNA:
MIESZKAŃCY CHCĄ PRZEJŚCIA DO MORZA.
A RADA ROZPLĄTYWAŁA PRYWATNĄ SŁUŻEBNOŚĆ.
Na sesji Rady Miejskiej Mielna z 19 czerwca mieszkańcy przyszli z bardzo konkretnym problemem.
Chodzi o dojście do morza w rejonie ulicy Kościelnej.
Nie o detal techniczny.
Nie o czyjeś widzimisię.
Nie o luksus.
O normalne, bezpieczne przejście do plaży.
Z wypowiedzi mieszkańców wynikało, że sprawa ciągnie się od lat.
Padły mocne słowa o tym, że o przejście zabiegano już około 25 lat temu.
Padło też, że na pewnym odcinku między jednym przejściem a drugim jest około 2 km.
Inna mieszkanka wskazywała, że po zamknięciu dotychczasowego przejścia droga do plaży wydłużyła się z około 800 metrów do ponad 2 km.
Mieszkańcy mówili też o ponad 100 podpisach, bezpieczeństwie, potrzebie dojazdu służb, dzieciach, rowerzystach, osobach starszych i tym, że ludzie i tak będą chodzić „na dziko”, jeśli gmina nie rozwiąże problemu.
To jest realny problem publiczny.
I trzeba powiedzieć jasno:
mieszkańcy mają rację, że chcą bezpiecznego dojścia do morza.
W gminie nadmorskiej dostęp do plaży nie powinien zależeć od tego, czy przez cudzą prywatną działkę „zawsze się chodziło”.
Bo „zawsze tak było” nie jest trwałym rozwiązaniem.
Wystarczy zmiana właściciela, ogrodzenie terenu albo zmiana podejścia prywatnego właściciela — i mieszkańcy zostają z problemem.
Sam burmistrz przyznał zresztą, że taka sytuacja powinna być uregulowana bardzo dawno temu.
I to jest sedno sprawy.
📌 Dlaczego przez tyle lat nie rozwiązano problemu dojścia do morza w tym rejonie?
📌 Dlaczego mieszkańcy muszą przychodzić na sesję i przypominać o sprawie, która powinna być oczywista w gminie nadmorskiej?
📌 Dlaczego dopiero teraz mówi się o działaniach, negocjacjach i możliwym przejęciu dojść przez gminę?
Ale potem sprawa zrobiła się jeszcze ciekawsza.
Bo w dalszej części sesji pojawił się projekt uchwały dotyczący służebności gruntowej.
Formalnie chodziło o wyrażenie zgody na obciążenie nieruchomości gminnej prawem służebności.
Na początku ten punkt został powiązany z problemem przejścia z ulicy Kościelnej do morza.
Padł kontekst mieszkańców, dostępu do plaży, trzech właścicieli i negocjacji w stylu:
„coś za coś”.
Czyli: gmina zgadza się na służebność, a właściciel zgadza się na udostępnienie gruntu pod przejście.
Tylko że w toku dyskusji zaczęło się okazywać, że te sprawy nie są takie proste.
Jeden z mieszkańców już na początku sesji mówił, że jego wniosek dotyczy służebności potrzebnej do połączenia jego dwóch działek.
Później w dyskusji radnych padło wprost, że ten konkretny „przedept” nie ma nic wspólnego z przejściem mieszkańców na plażę, lecz dotyczy połączenia dwóch działek.
I właśnie tutaj pojawia się problem przejrzystości.
Bo przejście mieszkańców do morza to jedno.
Prywatna służebność między działkami to drugie.
Warunki zabudowy to trzecie.
Negocjacje z właścicielami to czwarte.
A interes publiczny powinien być oddzielony od interesu prywatnego grubą, czytelną kreską.
Nie twierdzimy, że właściciel nie miał prawa złożyć wniosku.
Miał.
Nie twierdzimy, że każda służebność jest zła.
Nie jest.
Nie twierdzimy też, że gmina nie powinna negocjować z właścicielami.
Powinna — jeśli prowadzi to do realnego zabezpieczenia interesu publicznego.
Ale mieszkańcy mają prawo oczekiwać pełnej jasności:
🔹 co dokładnie jest przedmiotem uchwały,
🔹 kto konkretnie korzysta z danej służebności,
🔹 czy uchwała rzeczywiście przybliża publiczne przejście do morza,
🔹 czy tylko pomaga w prywatnym połączeniu działek,
🔹 co gmina daje,
🔹 co gmina otrzymuje,
🔹 jakie są skutki prawne,
🔹 jakie są alternatywy, jeśli negocjacje z właścicielami się nie powiodą.
W tej sprawie akurat dyskusja radnych była potrzebna — i dobrze, że się odbyła.
Bo dopiero w dyskusji zaczęto rozdzielać sprawy, które na początku wyglądały jak jeden pakiet.
Tym razem pytania padły.
Wątpliwości wybrzmiały.
Komisje miały opinie negatywne.
I bardzo dobrze.
Bo właśnie po to jest Rada.
Ale pozostaje większe pytanie:
📌 dlaczego sprawa dojścia do plaży po 25 latach nadal wymaga doraźnych negocjacji z prywatnymi właścicielami?
📌 dlaczego publiczny interes mieszkańców nadal wydaje się zależeć od układu prywatnych zgód, służebności i rozmów „coś za coś”?
📌 dlaczego mieszkańcy nie mają jasnej mapy: którędy ma biec przejście, na jakim etapie są rozmowy, kto ma decydujący wpływ i co gmina zrobi, jeśli porozumienia nie będzie?
W gminie nadmorskiej dostęp do morza to nie jest dodatek.
To podstawowy element jakości życia, bezpieczeństwa i funkcjonowania miejscowości.
Dlatego takie sprawy trzeba prowadzić wyjątkowo przejrzyście.
Nie w proceduralnej mgle.
Nie przez mieszanie kilku wątków naraz.
Nie tak, że mieszkańcy słyszą o przejściu do morza, a potem na sesji okazuje się, że konkretna służebność może dotyczyć głównie prywatnego połączenia działek.
Potrzebny jest prosty standard:
📍 mapa,
📍 status rozmów,
📍 właściciele i etapy,
📍 warianty dojścia,
📍 koszt,
📍 termin,
📍 plan B,
📍 jasne oddzielenie interesu publicznego od prywatnego.
Nie przesądzamy intencji żadnej osoby.
Nie formułujemy zarzutów personalnych.
Nie atakujemy prywatnych właścicieli.
Pokazujemy mechanizm.
A mechanizm jest prosty:
jeśli sprawa dotyczy majątku gminy, służebności, dojścia do plaży i potencjalnych skutków dla zabudowy, mieszkańcy mają prawo do pełnej jasności.
Bo morze jest wspólne.
Gmina jest wspólna.
A decyzje o dostępie do morza nie powinny tonąć w niedopowiedzeniach.
👇 Jak Wy to oceniacie?
Czy Gmina Mielno powinna opublikować jasny harmonogram i mapę działań dotyczących przejścia z ul. Kościelnej do morza?