10/05/2026
Od świtu włączasz tryb pełnej gotowości.
Włosy w kok.
Myjesz zęby.
Niedbale nakładasz podkład, byle zakryć wory pod oczami — a na Facebooku właśnie przeczytałaś, że pielęgnacja twarzy powinna być w 5 krokach-yhy chyba tych w kierunku kuchni ze szczoteczką w ustach bo nastawiasz ekspres, będą tosty i jajecznica bo jesteś dobrą mamą a zdrowe śniadanie to podstawa..
I nagle… cholera.
Córka ma dziś być na galowo , a Ty zapomniałaś wyprasować bluzeczkę i spódniczkę
Więc zimne mleko i płatki zawsze ratują sytuację.
Wołasz dzieci.
Wypluwasz resztki pasty do zębów, szybko płuczesz usta.
Kawa… cholera, nie ten kubek. Ale trudno łykasz szkoda kawy.
Idziesz prasować bluzkę.
Poganiasz dzieci, żeby jadły szybciej.
Bluzka jest.
Kanapki też.
Jedna z masłem, druga bez — tylko tym razem nie pomyl, bo będzie afera.
Jabłko-nie , banan już czarny, a przecież zdrowa przekąska to podstawa.
Cholera… też zepsuty.
Myśl szybko.
Dobra — soczek jest.
Odkręcasz. Łyk.
Ok, nie zepsuł się.
Wrzucasz do plecaka.
Szybko.
Bo korki.
Bo trzeba zdążyć odstawić dzieci na świetlicę i jeszcze do pracy.
A jest dopiero rano…
W pracy oczywiście młyn.
Towar do rozłożenia.
Twój kręgosłup usilnie przypomina Ci, że już nie jesteś taka młoda a skierowanie na rehabilitację leży w szufladzie.
Ludzie ciągle Cię zaczepiają.
Musisz się uśmiechać.
Analizować.
Przetwarzać.
Taki tryb AI… tylko w Twojej osobistej wersji.
Dźwięki.
Światła.
Ludzie.
Pytania.
Zadania.
Jedni się uśmiechną.
Drudzy rzucą obelgą, bo przecież to i tak Twoja wina, że czegoś nie ma coś nie działa.
A w głowie dalej tysiące spraw.
Co kupić.
Gdzie zadzwonić.
Jak wszystko poukładać, żeby się nie rozsypało.
Więc podczas tej świętej 20-minutowej przerwy, kiedy teoretycznie powinnaś zjeść i pójść do toalety, odpalasz Allegro.
Sukienka.
Akcesoria plastyczne.
Krepina.
Na litość Boską — co to w ogóle jest ta krepina?!
Ale zamawiasz.
Bo szkoda Ci czasu na jeżdżenie po sklepach.
Jutro odbierzesz paczkę wracając z dziećmi z basenu.
Genialny plan.
I wtedy wyskakuje Ci reklama jakiejś Kolorowej Chaty…
Cholera.
Ile byś dała, żeby usiąść na takim tarasie.
Wypić ciepłą kawę.
Taką naprawdę ciepłą.
I patrzeć na góry.
Ale dobra. Lecisz dalej.
Biedronka.
Szybki obiad — filety, ryż, sos pomidorowy, sałatka.
Będzie zdrowo, szybko i fit.
Bo trochę przybyło w biodrach, ale przecież nawet nie masz kiedy jeść regularnie.
Odbierasz dzieci.
Jedno opowiada o nowym Hot Wheelsie Krzyśka.
Drugie o gumce Anki.
Pani od plastyki powiedziała , że miała być modelina termoutwardzalna, a nie plastelina — cholera, co za różnica 😅
Wysłuchujesz dalej, że to nie te trampki na WF, bo te mają ciemną podeszwę, a musi być biała i Pani nie wpuściła na salę a grali mecz i musiał siedzieć na ławce
No i jednak pomyliłaś śniadaniówki.
Miało być bez masła, a było.
I to za dużo.
No a w ogóle to soczek się wylał do plecaka..
Cholera… czy ja go dobrze zakręciłam?
„Mamo słyszysz?”
„Mamo?”
„Mamoooo…”
-Tak słyszę-chociaz chyba nie do końca słucham.
A w Twojej głowie, pomiędzy galopującymi jak stado koni po Yellowstone myślami, dalej siedzi obraz tej Kolorowej Chaty i widoku na góry.
Wracasz do domu.
Lekcje.
Obiad.
Bałagan w kuchni.
Mąż wpada i mówi, że tylko się przebierze i leci na drugą robotę.
A po drodze zajedzie jeszcze do rodziców, bo mama prosiła, żeby zrobić jej zakupy.
Więc z uśmiechem na twarzy i poczuciem, że przecież jesteś silna, przytakujesz Rzucasz kocham cię
I wiesz, że to dopiero połowa dnia.
Dzieci krzyczą.
Jedno płacze.
Drugie coś rozlało.
A Ty w głowie odpalasz jakąś mantrę samokontroli emocji, żeby tylko nie wybuchnąć.
Bo broń Boże nie chcesz powielać metod wychowawczych swoich rodziców… chociaż czasem myślisz sobie, że może jednak nie były aż takie złe 😅
Potem rozwożenie dzieci na zajęcia.
Galeria.
Proszek do prania.
Szampon.
Witaminy.
Karma psa bo po ostatniej cały dom był w 💩
I już trzeba wracać.
Wieczorem kolacja.
Próbujesz jeszcze ogarnąć mieszkanie, na które wzięłaś kredyt i będziesz spłacać przez najbliższe 30 lat.
Ściana ubrudzona sosem.
Kwiatki padły, bo będąc idealną panią domu gdzieś umknęło Ci, że jednak trzeba je podlewać.
Wstawiasz zupę, bo jutro będzie jeszcze gorszy dzień, więc przynajmniej będzie co szybko zjeść po powrocie do domu.
Pranie się skończyło.
Cholera… wywieszę.
Może zdąży wyschnąć.
I nagle słyszysz, że na jutro jest wiersz na pamięć i kartkówka z tabliczki mnożenia.
Pytasz ile jest 2×3.
- „8”.
Więc w sumie nie jest tak źle… tylko o 2 się pomylił.
Kąpiel dzieci.
I ciągle powtarzasz tabliczkę mnożenia na przemian z Na Straganie w dzień Targowy takie słyszy się rozmowy...
A potem w końcu szybki prysznic.
Tak szybki, że nawet nie golisz nóg, bo szkoda czasu.
Wychodzisz zmęczona, patrzysz jeszcze czy drzwi zamknięte, czy budzik nastawiony i kładziesz się do łóżka.
Obok chrapie miłość Twojego życia.
Tak samo zmęczona jak Ty.
odpalasz Facebooka i szukasz „Kolorowa Chata”.
Dwa pierwsze posty… i chociaż wiesz, że budżet napięty, resztkami sił o 23:47 piszesz wiadomość z prośbą o wycenę pobytu w Kolorowej Chacie…
…i odlatujesz, śniąc o widoku na góry i ciepłej kawie...
Brzmi znajomo? 🙂
Nawet jeśli nie to i tak Zapraszamy na chwilę odpoczynku 😉