01/06/2026
Ciekawostki o naszej wsi z odległej przeszłości. A właśnie tej wiosny na moim ziołowym poletku eksperymentalnym zasiałam również , który bardzo ładnie wschodzi, okazuje się że zgodnie z tradycją tego miejsca :)
Dawno temu, nad warmińskimi ziemiami przetoczyła się niszczycielska wojna rycerska. Kiedy umilkły szczęki oręża, wieś Różaniec przypominała bolesne pustkowie. Domy stały spalone, pola zarastały chwastami, a ludność została dziesiątkowana. Wtedy to lokalny sołtys, Peter Braun, zebrał garstkę ocalałych chłopów i postanowił tchnąć w to miejsce nowe życie. W 1531 roku udał się do kapituły katedralnej z prośbą o odnowienie dawnych przywilejów wsi. Kapituła nie tylko przychyliła się do jego prośby, ale podjęła śmiałą decyzję – wobec braku rąk do pracy na opuszczonych gospodarstwach, sama przejęła dwadzieścia sześć włók ziemi i założyła tam potężny folwark.
Z czasem gospodarstwo rosło w siłę. W drugiej połowie XVI wieku folwark w Różańcu stał się centralnym punktem okolicy, a niemal połowa okolicznych wsi musiała świadczyć na jego rzecz darmową pracę, zwaną szarwarkiem. Każdego dnia tętniła tu praca. W przybocznej kuchni i izbach gospodarskich brzęczały miedziane misy, w wielkich kotłach warzono ryby, a w powietrzu unosił się zapach świeżo ubijanego w maselnicach masła i zapasów kiszonej kapusty.
Mijały dziesięciolecia, a folwark, choć odgrodzony od chłopskich chałup solidnym płotem, wciąż dominował nad okolicą. W połowie XVII wieku, mimo że stary dom mieszkalny chylił się już ku upadkowi, serce majątku biło w wielkich, solidnych stodołach i nowoczesnym, pokrytym czerwoną dachówką spichlerzu. Pod osobnym budynkiem skrywała się chłodna, sklepiona piwnica, w której przechowywano sery i mleko. Na tamtejszych czterech klepiskach od świtu do nocy dudniły cepy zagrodników, młócących zboże zwożone przez chłopów z okolicznych wsi, takich jak Łajsy, Radziejewo czy Pluty.
Praca na tutejszych polach nie należała jednak do łatwych. Ziemia w Różańcu była kapryśna i gliniasta. Jeśli zarządca zarządził orkę zbyt wcześnie, gleba zamieniała się w mazistą papkę; jeśli spóźnił się choć trochę, słońce wypalało ją na twardą skorupę, z której zamiast ziarna strzelały chwasty. Wymagało to od rządców niezwykłego sprytu i planowania pogody z dużym wyprzedzeniem. Mimo tych trudności, Różaniec miał powody do dumy. Choć tutejsze żyto i jęczmień rodziły słabiej niż w innych częściach Warmii, to w uprawie lnu majątek nie miał sobie równych – zbierano stąd rekordowe ilości doskonałego surowca. Folwark słynął też z gigantycznych stad: setek dojnych owiec i krów, które zapewniały stały, wysoki zysk liczony w tysiącach florenów.
Ta wielka machina gospodarcza dawała utrzymanie wielu ludziom – od dziewek folwarcznych i pasterzy, aż po potężnego burgrabiego z Pieniężna, który sprawował nadzór nad całością. Każdy z pracowników, oprócz skromnej zapłaty w monetach, otrzymywał deputat: zboże, sól, a pasterz bydła nawet tłustą świnię i parę butów na zimę.
Wszystko funkcjonowało sprawnie aż do tragicznego roku 1723. Wówczas nad Różańcem uniósł się gęsty, czarny dym – potężny pożar strawił większość zabudowań gospodarskich i bezcenne zapasy. Jakby tego było mało, w tym samym czasie, po dwudziestu latach wiernej służby, na emeryturę odszedł dotychczasowy zarządca, Wilhelm Plohmann. Jego następca, Matthäus Schultz, zastał jedynie zgliszcza i ruinę. Choć dwoił się i troił, nie potrafił podnieść majątku z kolan. Produkcja mleka drastycznie spadła, a na dwór pański nie dało się już dostarczyć tylu gęsi, co dawniej.
Zniszczenia pożarowe okazały się gwoździem do trumny dla własnej działalności kapituły. Widząc, że tradycyjne gospodarowanie przynosi jedynie straty, podjęto trudną decyzję o rozparcelowaniu ziemi i oddaniu jej w dzierżawę lokalnym chłopom. W 1736 roku, po ponad dwustu latach burzliwej i bogatej historii, folwark w Różańcu ostatecznie zamknął swoje podwoje, pozostając już tylko wspomnieniem w dawnych kronikach.
Na podstawie kroniki Rosengarth V. Hiplera. Tł.A. Kusy