05/08/2026
Na koniec, już tak na chłodno z perspektywy Wichrowego Wzgórza, chcialem dzisiaj o poranku, przy kawie☕️ podsumować tą swoją niezwykłą przygodę i jeden z najważniejszych swoich "życiowych projektów". Ponad rok temu rozcięte serce i strach przed przyszłością, dzisiaj szczyt RYSÓW i Korona Gór Polskich🙂
Podobno ograniczenia to tylko stan umysłu. Uwieżcie mi, że w rzeczywistości tak jest. Początkiem czerwca zeszłego roku, jak by mi ktoś powiedział - Jarek, będzie dobrze, ty jeszcze Koronę Gór Polskich zdobędziesz - pomyślał bym, no tak, kolejny pocieszyciel się znalazł, a w mroku nocy, kolejne łzy na szpitalną poduszkę z moich oczu by ciekły -. Po trzech dniach od operacji zacząłem po szpitalnych korytarzach nabijać pierwsze kroki. Najpierw tysiąc, dwa, pięć tysięcy.....Po dwóch miesiącach od operacji byłem już z Urszulką na Wysokiej, najwyższej górze Pienin. Miesiąc później było Skrzyczne i właśnie tam, od szwagierki usłyszałem o Koronie Gór Polskich.
Za sobą miałem 3 ciężkie lata i trzy operacje;
1. 2023 r. w czerwcu rekonstrukcja pięciu zerwanych przyczepów górnych lewego barku
2. 2024 r. listopad: artroskopia prawego barku - zerwane 3 przyczepy
3 2025 r czerwiec - wszczepienie trzech bajpasów, w tym dwóch na głównym pniu tętniczym, lewej komory serca.
Po takich przejściach pomysł z Koroną Gór Polskich wydawał się szaleństwem, ale ja wiedziałem, że dla mnie to będzie najlepszy sposób na rehabilitację i powrót do normalnego życia.
Kiedy dwa dni temu pracowałem pod Rysami na łańcuchach, moje naprawione barki dostawały potężny wycisk. Kiedy łapałem oddech przed wieżchołkiem, moje zoperowane serce, pompowało krew na pełnych obrotach, bylem koszmarnie zmęczony, istne szalenstwo, ale DAŁEM RADĘ !!!
STANĄŁEM NA DACHU POLSKI kończąc swój najbardziej szalony, ale przez to chyba największy życiowy projekt.
Gdy o tym teraz piszę łzy znowu same płyną po moich policzkach, ale piszę o tym nie po to żeby się chwalić, piszę to dla każdego, kto teraz leży na oddziale kardiochirurgii, ortopedii, przechodzi rehabilitację, albo po prostu uslyszał diagnozę która zwaliła go z nóg.
NIE PODDAWAJCIE SIĘ !!!
DETERMINACJA, HART DUCHA, SYSTEMATYCZNA PRACA I KONSEKWENCJA, potrafią przesunąć granicę tego co niemożliwe.
Operacja, choroba, to nie koniec, to może być początek waszej własnej, nowej drogi na SZCZYT.
Dziękuję wszystkim którzy mi pomagali, trzymali kciuki i wspierali
KORONA GÓR POLSKICH JEST MOJA - zrobiłem to w równy rok, a zacząłem 2 msc. po ciężkiej operacji.
Szczególne podziękowania kieruję do:
Żony URSZULKI, swoich córek NATI i NELI, całej rodziny - szczegolnie do WLODZIA, prof. Janusza KALANDYKA, dr Darka SIEBUŁY, dr Krzysztofa CHARY, dr Michała ŚLEDZIKA, dr Andrzeja KOKOSY, całego personelu medycznego Specjalistycznego Szpitala im. Jana Pawła ll w Krakowie to jest nasz WSPÓLNY SUKCES I NASZE ZWYCIĘSTWO🥰