10/07/2026
Dziś odebrałem z Wydziału Polityki Społecznej Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego umowę, która rozpoczyna piąty rok prowadzenia przez Szkolne Schronisko Młodzieżowe w Świebodzinie Ośrodka Zakwaterowania Zbiorowego dla uchodźców wojennych z Ukrainy.
Patrzę na ten dokument i przypomina mi się pewien poranek sprzed kilku lat.
Do schroniska przyjechała młoda mama z kilkuletnim synkiem. Oboje byli bardzo zmęczeni. Chłopiec mocno ściskał w rękach niewielki plecak. Nie biegał, nie zadawał pytań, nie rozglądał się z dziecięcą ciekawością. Po prostu siedział cicho obok mamy.
Kiedy zaprowadziliśmy ich do pokoju, usłyszałem pytanie, którego długo nie potrafiłem wyrzucić z pamięci.
„Czy tutaj w nocy będzie spokojnie?”
Nie pytała o wygodne łóżko. Nie pytała, jak długo będą mogli zostać. Nie pytała, co będzie jutro.
Chciała tylko wiedzieć, czy jej dziecko będzie mogło spokojnie zasnąć.
To był moment, który uświadomił mi, że czasami największą pomocą nie są wielkie słowa ani spektakularne działania. Czasami wystarczy bezpieczne miejsce, ciepły posiłek, życzliwe powitanie i świadomość, że ktoś po prostu jest obok.
Przez te lata przez nasze schronisko przeszły tysiące kobiet i dzieci. Dziś wiele z nich mieszka samodzielnie, pracuje, posyła dzieci do szkół, tworzy swoją codzienność tutaj, w Świebodzinie. Niektóre nadal do nas zaglądają. Wpadają tylko na chwilę. Opowiadają, co u nich słychać. Przedstawiają dzieci, które dziś mówią już pięknie po polsku a niektóre nawet śpiewają i wygrywają konkursy.
To są chwile, które pokazują, że pomoc nie kończy się w dniu zakwaterowania. Czasem staje się początkiem nowego życia. W tym czasie przyszło na świat u nas pięcioro dzieci.
Dzisiaj pod naszą opieką pozostają głównie osoby starsze i osoby z niepełnosprawnościami. Nadal staramy się robić to samo, co od pierwszego dnia. Tworzyć miejsce, w którym człowiek odzyskuje nie tylko dach nad głową, ale również poczucie godności i bezpieczeństwa.
Ta umowa nie jest dla mnie jedynie kolejnym dokumentem.
Jest przypomnieniem, że pośród wojen, podziałów i niepewności zawsze jest miejsce na dobro. A dobro najczęściej nie robi hałasu. Po prostu codziennie otwiera drzwi kolejnemu człowiekowi.
Dziękuję wszystkim, którzy od pięciu lat są częścią tej drogi. Pracownikom, wolontariuszom, instytucjom i mieszkańcom naszego miasta.
Bo wierzę, że człowieczeństwo najlepiej poznaje się nie po słowach, ale po tym, jak traktujemy tych, którzy znaleźli się w najtrudniejszym momencie swojego życia.
Rafał Wojtkiewicz